które by razem ze mną wznosiły kruchą sieć,

a uporczywe twarze i ciała wokół siedzą,

jak gdyby tu przykute miłości mroczną wiedzą,

i głos na ścianach osiadł jak szron i dzwoni: «Leć!»

I każą mi: «Zapomnij!» Więc ręce ciężkie włożyć

w ciężarny ołów gliny i pracy toczyć głaz,

więc jeszcze dzień obrócić, jak mokry piach wyłożyć,

odetchnąć jeszcze śmiercią i jeszcze, jeszcze raz.

A potem znowu noc i słuchać długo trzeba,

jak schodów trzask się wznosi, jak dławi płótno czarne,