a w szyby śniegu bicz: «Na marne — drży — na marne!»

I życie w gardle tkwi jak ostry kamień chleba,

i czuję was w ciemności bez ziemi i bez nieba.

I wtedy trzeba wierzyć, i każą mi: «Zapomnij!»

I trzeba martwą broń zamienić w krzyż i płomień...

Ulice moich dróg są wszystkie w górę — strome,

i cienka struga krwi jak lont się spala — do mnie.

Żelazna miłość — tak — wybuchło, zgasło, starło,

pozostał tępy mus, co w pięści tkwi jak gwóźdź.

Zapomnieć teraz, zdrętwieć, milczeniem tak się struć,