przewracasz kartki tak powoli,

jak ciała, które huk gorący

w twych oczach salwą dzisiaj spalił.

A oni patrzą płonąc z wolna,

jakby cię z książki kart poznali.

I liczysz twarze, co się chwieją,

w twych dłoniach czas je na proch pali,

takie samotne jak chłód stali,

jak tu samotna jest nadzieja.

I stoją ściany martwych czynów,