Ludzie i zioła jesienne zmieszani, splątani drżą,

wiatr nimi targa i dzwoni, nie wiedzieć w serca, czy w liście,

a oni coraz bledsi, a drzewa rumienią się, gną,

jakby po kropli z nich piły, syciły swój kolor ich krwią.

Jak ciężkie statki spływają na dno milczenia domy.

W tym kraju ludzie żywi po jednym schodzą do ziemi,

mieszkają w głębi ciemności coraz to niżej i niżej,

a rude niebo z wolna zaludnia szelest cieni;

nie wiedzieć, czy glina tak miękka, że stopy pochłania, gdy liże,

czy taka przestrzeń już gęsta, że wchodzą powoli w śmierć