po szarych stopniach powietrza. O co uderza pierś,

kiedy w szumieniu cmentarza spotyka łodyg ruch,

umarli to są, czy żywi tak przemieniają się w puch?

*

I widać matki skośnie schodzące po murze jak cień;

ich usta otworzą się, zamkną, lecz nie uchodzi krzyk.

Nie wiedzą, czy to się zaczął ciężki jak kamień dzień,

czy to jak sznur szary dusząc wloką się jeszcze sny,

w których wydarto im dzieci, a może po prostu wzrok,

bo już nie widzą i ślepe powietrze trzepotem tną