*

Znów deszczu szare różyczki pryskają, zmywają ślad,

aż się z nich chmura wyłania ciężka, a może to z dołu

pieni się obraz jak morze pochmurny, huczy jak koło.

Oni ciągną powoli jak czarnej kurzawy bór,

ciemnością dmie, czaszki trzeszczą, hełm uderza o kość.

To się tak wieki zsuwają jak czarne warstwy gór

i spada ciężar w morza, topi się, parska jak wosk.

I idzie pomruk lwi zarytych w ziemię dział,

a oni ślepi suną żywi i martwi razem,