Aż wyrosły krzepkie i jasne,

jakby wody przezroczysty płaszcz,

więc patrzyli jak na serca własne

z tym uśmiechem, który chyba znasz.

No i stolarz schylał z wolna głowę

i wyciosał przez czas niedługi

dla nich wonne trumny dębowe,

a dla synów ich dębowe maczugi.

Więc odeszli. Śpiewał obcy czas.

Więc odeszli przez powietrza białe smugi