Płynęliśmy. Pod nami stały mokre domy
w chłodnym deszczu zastygłe. Szelest cichy mył
zielone okiennice i dachy znajome.
Spali jeszcze. Przed oknem tylko długo wył
pies — czując rękę świata, co stał nad znikomym
krajobrazem przedmieścia. Muzyki nieznane
grały słodko u chmurek wąskich. Niedaleko
spadały białe kwiaty i cień płynął rzeką.
III
«Kochani, o, kochani! Czy jest takie serce,