gwiazdy na strop puszczone jak litery praw.

I spadła wtedy pierwsza przezroczysta łza

z powieki na te kształty ziemi, gór i drzew,

łza, żem zrozumiał jasność. O, jaki to gniew,

jaka nienawiść była, co zamknęła wzrok

i jeno2 złe kamienie wkładała do rąk,

każde pragnienie jak grób kładła przy mnie,

abym nie widział światła w każdym ptaka hymnie,

w każdym liści schyleniu, łaskawości łąk.

IV