i tratowali łąki, i nie znali wrót,

aż im się pod nogami ocknął nagle grób

i tak jak stali patrząc, wytężeni w gniewie,

spadali w chłodne studnie. A ten, który nie wie,

bo nie pragnie przerażeń, stał i patrzył syty,

jak mu się obracali pod wzrokiem w granity,

jak kruszeli, pragnący, w gorzką, czarną glebę.

I była ciemność. Nie wołał nikt pod niebem.

Widziałem jeszcze owe madonny i dzieci,

napadnięte w ulicach, odarte z uśmiechów,