z miłości i spojrzenia. O! Czułem, czy wiecie?

ciężar ziemi na sobie, ciężar wszystkich grzechów.

I wtedy spadła druga łza, jak ognia płomyk,

na te uśpione jeszcze w mgle i grzechu domy

i wspomniałem się, grzeszny i skrzywdzony razem,

i ta łza nie płomieniem już była, a głazem,

głazem boleści. «O, czy jestem jeszcze

tyle martwym człowiekiem, a nie duchem żywym,

że ja tej wagi ciemnej w Bogu nie pomieszczę —

— najgorszego z grzeszników płaczącego z krzywdy?»