gdy nagle w horyzoncie przepuk linii dojrzę.

Z brzęczącej blachy morza wypełzną niedbale

powolne, gęste wyspy

obok przejdą bielą

ciepłym rozlewem ulic pierząc roje palem27

słońce na białe ciepło w zębach osad mieląc.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W portach które pływają po wypukłym morzu

zmierzch w wieczornych gospodach pachnie cierpko winem

(przez łzy szyb słychać w dali przechodzące góry)