nad brzegami, co je więżą, w lirę się wygięły.

Wzniósł się w górę, ręką jeno5 ciężar strun odmierzał,

a już wiatrem swego głosu w żołędzie uderzał,

a żołędzie melodyjnie trącając się wzajem,

rozdzwoniły włosy wierzby nad leśnym ruczajem,

a w tych włosach smutek nagły wylągł się tak cicho,

że nie będąc jeszcze szeptem, szeptał: «Eurydyko...»

Jeno woda pochwyciła to czułe wezwanie,

a już w kwiaty je wkropliła na leśnej polanie,

a tam trawy zielonawe w korzenie wszeptały