i już drzewa jej imieniem szumieć poczynały.

Targnął strunę, bo nie szeptem śmierć miał głuchą przemóc,

lecz wołaniem tak wysokim, jak gwiazda nad ziemią:

«Chcecie? Rozpacz wam wyśpiewam: płomieniste góry

rosną we mnie, burza wraża w ziemię kły wichury.

Chcecie? Błyskawicą chłostam, serca gryzę gromem,

w ręku piorun mam i rozpacz w oku nieruchomem,

a ta rozpacz w gniew urasta, a ten gniew jest burzą

przeciw tobie, której kształty czarno się marmurzą».

Już nie słowem, ale głosem w twardą korę nieba