trzepotała chmurą świergocącą.

A on ptakom i sobie się modlił,

a modlitwa go do tej zbliżała,

co mu była poczęciem melodii,

które spełniał na lirze jej ciała.

Jeszcze cienia jej nawet nie podszedł,

już pod dłonią pisklę śpiewu poczynał

i milczeniem śpiących brzóz warkocze

w Eurydyki płowe włosy zaklinał.

2. Wahanie