Skądże ten uśmiech na usta się przybłąkał?

«Przywróćcie — mówił — do życia tę piosenkę,

co zmarła we mnie». Wtedy na jego rękę

dźwięczną kropelką stoczyła się biedronka.

«Wiem: to jest tkliwość. Lecz ona nie wystarczy.

Bo więcej trzeba, by śmierć śpiewaniem uwieść:

na skałach dzikich muzyczne gniazdo uwić,

by wywieść śpiew od trwogi ludzkiej starszy».

I wzrok przygasły utonął w własnym cieniu.

«Oddajcie — mówił — tę moc, co tylko ona