jakże niecelna — myślał — że pozwolił

łzom nazbyt ludzkim w grom się ucieleśnić.

Płacz ma być płaczem — myślał — a łzy łzami,

a pieśń — wysnutą spod serca muzyką —

lecz jak ją wysnuć i gdzie nieść? Wtem zamilkł,

bo jego lira łkała:

«Eurydyko2!

Ten, co się z tobą zestrajał, jak z struną

łączy się liry melodyjne drewno,

z krawędzi śpiewu w własny mrok się zsunął.