Jak po obczyźnie stopą brnąc niepewną,

błąka się w sobie, ocienia żałobą,

nie żal po tobie, lecz smutek nad sobą...»

Więc się zawstydził Orfeusz, a mgły

coraz to gęściej liściami szeleszcząc,

na twarz mu kładły swe wilgotne sny.

A on nie wiedział, czy to deszcz, czy łzy.

I tylko jeż przez mokre biegnąc mchy,

zbierał na kolce srebrne jabłka deszczu.

5. Zmaganie