Pod tym dębem, pod stuletnim, wśród gałęzi skrył się,

a deszcz pierzchnął, siedmiobarwnym łukiem nad nim wzbił się.

Ledwie okiem w nim utonął, w barwnej brodząc nucie,

blady błękit tęczę wchłonął, dąb zawołał: «Zbudź się.

Czas na ciebie, czeka lira, nowej pieśni głodna,

wdrąż się w ziemię, bij o niebo, serca przepal do dna.

Ze mną, boski Orfeuszu, zmierz muzyczną siłę,

mnie pokonasz — śmierć przemożesz3, którą zwyciężyłem.

Popatrz: uschnie młoda łoza4, runie smukła jodła,

patrz: topole śmierć podcięła, ale mnie nie zmogła.