urna spełnienia jest wzgórzem skorup.

O drzewo! drzewo! Czyś tylko trumną

pod ruchów korą?

Tak się w pogardzie odosobniony

przestaje czuwać w śnie i godzinie.

Jeszcze ton przejdzie, nie będąc tonem,

przechodząc — minie.

Jeszcze łodygi zielone co w tobie

jak kolumnady pułapu rosły

są u zsiniałych wód po potopie