. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W portach które pływają po wypukłym morzu

zmierzch w wieczornych gospodach pachnie cierpko winem

(przez łzy szyb słychać w dali przechodzące góry)

powoli oczy ciężkie jak skrzydła rozwinę:

mury wygrzane w słońcu — białe szorstkie koty.

Przeciągają wzdłuż winnic grzbiety skwaru — rtęcią

i morze się ugina drętwe ciepłym złotem

(pękają akordy barw zmierzchem zwilgając jak parą)

a kiedy błękit świtem wzejdzie w przestrzeń