i błyskające bramy czy ciche pioruny.
I leżą tak odłogiem, i jeno mi dane
małe ciało kobiece, a w nim dusza ptaka,
która wyrasta na mnie lirą albo dzbanem,
lub jak dymiącej sprawy ludzkiej dłonią skrycie
jest na powłoce martwej — mej pamięci życiem.
I tak się poję przez nią. O wyschnięte rzeki!
Przy drogach żaby suche jak gałązki ścięte
i do wzroku przyrosłe przekłuły powieki
pękniętych serc skorupy, co nie wzejdą dźwiękiem.