To tłumy rozbawione ich światłem i trwogą

i odważne, bo liczne, roztarły je nogą.

O! Nie opłaczę serca mej ziemi namiętnej,

tych skarg waszych jak dymy idące w obłoki,

tych waszych snów-gałęzi, co jak niebo piękne,

tych, co w żalu żegnałem czarne od posoki.

O! Nie wypowie lira duszy krwią napięta,

bo choć jest wszechobjęciem, wszechmęką — nie święta,

bo pokalana jednym nienawiści słowem

i jedną skargą ścięta w krzyże purpurowe,