to przypadną i szable ostrych strzałów świsną,

to z granatem w powietrzu bez ruchu zawisną,

oczy szukają szybko, potem chmura tryśnie

i jeszcze większa ciemność jak obręcz uściśnie.

Dopadli. Huk zaworów. Już więźniowie z góry

skaczą. Zlewają ciała z ziemią. Nikną nagle.

Powietrze wkoło syczy jak wzburzone żagle

i pęka znów jak płótno. Cisza. Wtedy z boku

stoczył się grzechot strzałów. Schowane za brzegiem

rozprutego wagonu, zabłysły złe hełmy,