oko i w Piotra mierzy. Zanim pocisk pluśnie,

Jan zerwał się. Zasłonił. Padł strzał jak klask nagły.

Trzepnął dłońmi i w ciemność dwa ciała upadły.

Wielkie drzewa zerwały się jak ptaki z krzykiem

i wiatr wystrzelił nimi swą ostatnią salwę.

Ucichło. Poprawiali przy pasach rzemyki.

Szczęk broni ładowanej. Świt się wtaczał wolno

jak zasłona bojowa biały. Ptak zakrzyczał

długo, ostro, chropawo. Piotr patrzył daleko,

tam, gdzie trzy drzewa nagie, jak krzyże nad rzeką,