opadał mu na oczy, aż wreszcie głos schwycił,

jakby to był smug wąski wiotkiej, krwawej nici:

«Piotrze — mówił. — Już teraz trzeba gdzieś daleko

iść, ja już nie jestem ciałem ni człowiekiem,

a jeszcze snem nie jestem. Piotrze, tak mi strasznie.

Jestem pusty, a nie wiem, która chwila zacznie

owijać mnie już śmiercią. Piotrze, żebym chociaż

mógł uwierzyć jak owi, którzy w niebo wierzą,

jak ogród, w którym kwitną obłoki niebieskie

zamiast kwiatów, a liny gwiazd napięte grają