tak im do wtóru, aż w Bogu się stają.

Ja, Piotrze, byłem martwy, zbyt mądry, ja w Boga

nie wierzyłem, nie wierzę, ja jestem dom pusty.

Ty módl, ty się módl za mnie, nim mi zgasną usta.

Sucho tak, taka susza, tak mi serce wyschło,

módl się, nim spopieleje ze mną ciemne wszystko.»

Zamilkł. Skwar wisiał, rozdzielał się w pnącze.

W usta wkręcał się wolno, dusił, sprzęty łączył

ogromnym, lepkim płótnem. «Wiesz — mówił Jan dalej

takie złoto na niebie, a mnie ciemność pali,