niechże się pąk niebiosów zielonych otworzy,

niech spada jedna łza, łza, w której zobaczy

Jan swoją duszę smukłą. O, niech mi wybaczy

moje życie». Jan skonał i wtedy się chmura

nasunęła jak zwierzę ogromne, i kropla

spadła w otwarte usta wyschłej, czarnej ziemi,

nim się ulewa ciężka jak owoców potok

nie przelała powałą, burzą, grzywą złotą.

*

Jan miał twarz napełnioną po brzegi milczeniem,