światłem błękitnym, a w nim uśmiech dziwny

stał się, jakby mu nigdy nie śpiewała ziemia,

i usta napełnione płynem niebios ciepłym,

już zbawione, dalekie jak kwiat w ciszy — krzepły.

I drętwiał Piotr u okna jak ostatni posąg

umarłego rzeźbiarza — jego ciemne włosy

na twarz mu spadły i pluskał w przestrzeni

głos jego serca czy głos smutnej ziemi?

*

Maria wtedy od okna odeszła, a drzewa