które oddechem zdmuchną serca, serca wchłoną,
a liście drzew muskały ciemne ciała domów.
*
Stanęli nagle. Niżej szyny lśniły,
jakby się wóz księżyca przetoczył po ziemi,
tak srebra nalał w ziemskie koleiny wozów.
Krzaki drgnęły i widać było skrzydła cieni —
— ludzie to byli. Całe wzgórze grozą
zjeżyło się milcząco, kiedy tak czekali,
jak sierść czarna, bolesna, koląca od stali.