— Co będziesz robiła przez wakacje? — spytała Amelka.

— Będę długo leżeć w łóżku i próżnować — odparła Małgosia z głębi kołyszącego się fotela. — Musiałam całą zimę wcześnie wychodzić z domu i pracować dla innych, więc teraz chcę wypocząć i nabawić się do syta.

— Hm — rzekła Ludka — takie drzemiące życie nie przypadłoby mi do gustu. Ja będę przesiadywać z książką, na gałęzi starej jabłoni.

— Elizo, my także przerwijmy lekcje, bawmy się tylko i wypoczywajmy — odezwała się Amelka.

— I owszem, jeżeli mama pozwoli. Chciałabym się nauczyć kilku piosenek i oporządzić moją dziatwę na lato, bo strasznie obdarta i potrzebuje sukienek.

— Co mama na to powie? — spytała Małgosia, zwracając się do pani March, która szyła w tak zwanym „kąciku mamy”.

— Poświęćcie tydzień na próbę. Zdaje mi się, iż w sobotę wieczorem przyznacie, że rozrywka bez pracy jest równie uciążliwa jak praca bez rozrywki.

— O nie, będzie nam wyśmienicie, jestem pewna! — rzekła Małgosia z radością.

— Wnoszę toast wiecznych rozrywek bez mozołów! — wykrzyknęła Ludka, wstając ze szklanką w ręku, gdyż właśnie piły lemoniadę.

Po ogólnym wesołym toaście zaczęły próbę od wałęsania się przez cały dzień. Nazajutrz Małgosia zeszła na dół dopiero o dziesiątej. Samotne śniadanie jej nie smakowało, a pokój wydał się smutny i nieporządny, bo Ludka nie napełniła wazonów kwiatami, Eliza nie starła kurzu, Amelka zaś nie poukładała rozrzuconych książek. Prócz „kącika mamy”, który wyglądał jak zwykle, wszystko było w przykrym nieładzie, usiadła tam więc, żeby „czytać i wypoczywać”, to jest ziewać i marzyć o ładnych letnich sukniach, które chciała sobie kupić za otrzymaną pensję. Ludka spędziła ranek nad rzeką z Arturem, a po południu z płaczem czytała Szeroki, szeroki świat71, siedząc wysoko na jabłoni. Eliza zaczęła wszystko wynosić ze skrytki, gdzie mieszkała jej dziatwa, ale zmęczywszy się przed dokończeniem dzieła, zostawiła swój apartament w największym nieładzie i poszła grać, zadowolona, że nie musi zmywać talerzy. Amelka uporządkowała altankę, włożyła swą najładniejszą białą suknię, uczesała się w loki i usiadła pod powojami rysować, mając w nadzieję, że ktoś ją zobaczy i zapyta: „Kim jest ta młoda artystka?”. Ponieważ tylko jakiś podstarzały jegomość z zainteresowaniem przyglądał się jej pracy, poszła na przechadzkę, ale się zaziębiła na deszczu i wróciła do domu zmoknięta.