Przy herbacie podzieliły się wrażeniami i zgodnie uznały, że dzień był rozkoszny, chociaż niezwykle długi. Małgosia, która kupiła po południu śliczną suknię z niebieskiego muślinu i pocięła ją w bryty, przekonała się, że nie można jej prać, a ten zawód sprawił, że nieco się zdenerwowała. Ludka spaliła sobie skórę na nosie, pływając po rzece, i głowa ją rozbolała od zbyt długiego czytania. Elizę zmęczyło porządkowanie gabineciku i uczenie się kilku piosenek naraz. Amelka była zasmucona, że zniszczyła sobie suknię, bo nazajutrz miało być zebranie u Kasi Brown i biedna nie miała się w co ubrać. Ale były to tylko drobnostki i dziewczęta zapewniały matkę, że próba idzie doskonale. Uśmiechała się, nic nie mówiąc, i wraz z Anną robiła za nie wszystko, chcąc, żeby dom był przyjemny i żeby maszyneria gospodarska nie ustawała. Dziwna rzecz, jak nieznośny i niemiły stał się ten czas przeznaczony na zabawę i próżnowanie. Dni były coraz dłuższe, a pogoda ciągle się zmieniała, tak samo jak nastroje. Jakieś kapryśne usposobienie ogarnęło je wszystkie, szatan podsuwał ich bezczynnym rękom rozmaite figle. Małgosia, chcąc się znaleźć u szczytu rozkoszy, odrzuciła szycie, ale tak się jej czas dłużył, że zaczęła krajać i psuć suknie, by mieć takie jak panna Moffat. Ludka czytała tak wiele, że oczy wypowiedziały jej służbę, książki obrzydły i przez zbytnią drażliwość poróżniła się nawet z poczciwym Arturem. Stan jej był tak niemiły, iż wolałaby już pojechać z ciotką March. Elizie było bardzo dobrze, bo zapominając ciągle, że się ma „tylko bawić i wcale nie pracować”, wracała chwilami do dawnych zwyczajów. Mimo to i dla niej atmosfera była ciężka i nieraz bywała tak zakłócona wewnętrznie, że nawet szarpnęła biedną chorą Joannę i nazwała ją „straszydłem”. Amelce było gorzej niż innym, bo nie umiała sobie radzić. Ile razy siostry zostawiły ją samą, zaraz jej doskonała i ważna osóbka stawała się dla siebie wielkim ciężarem. Lalek nie lubiła, czarodziejskie bajki wydawały jej się dziecinne, rysować bez ustanku nie mogła. „Wieczorne zebrania i pikniki sprawiają wielką przyjemność, gdy są dobrze urządzone — myślała sobie. — Gdybym miała piękny dom i pełno miłych panienek w gościnie lub gdybym podróżowała, byłoby cudownie, ale ponieważ siedzę na miejscu z trzema samolubnymi siostrami i z jednym wyrostkiem, musiałam stracić cierpliwość”. Oto jej wrażenia po kilku dniach rozrywek, kaprysów i nudów.
Żadna nie chciała przyznać, że jest zmęczona próbą, ale w piątek wieczorem zadowolone były, że tydzień się kończy. Pani March, chcąc by nauka wywarła głębsze wrażenie, postanowiła w dowcipny sposób położyć koniec próbie. Dała Annie wolne na cały dzień, by się dziewczętom dał we znaki system samych rozrywek.
Gdy wstały w sobotę rano, nie palił się ogień w kuchni, nie było śniadania w pokoju jadalnym, a matka nie pokazywała się wcale.
— Boże mój, co się stało? — wykrzyknęła Ludka, patrząc wokoło siebie z rozpaczą.
Małgosia pobiegła na górę i wkrótce wróciła spokojniejsza, lecz jakoś nieswoja i jakby zawstydzona.
— Mama nie jest słaba, tylko bardzo zmęczona i przesiedzi cały dzień w swoim pokoju, a nam pozwala radzić sobie, jak chcemy. Dziwi mnie to, bo jej się to nigdy nie zdarza, ale mówi, że ten tydzień był bardzo ciężki, więc zamiast narzekać, powinnyśmy sobie radzić.
— Cóż w tym trudnego? Podoba mi się ten pomysł, bo mi już tęskno do zajęcia, a to będzie nową rozrywką — dodała spiesznie Ludka.
W rzeczy samej, to małe zajęcie przyniosło im ogromną ulgę i chętnie wzięły się do dzieła, lecz przekonały się wkrótce, że „gospodarowanie wcale nie jest zabawą”, jak słusznie mówiła często Anna. W spiżarni było dużo zapasów, więc gdy Eliza i Amelka nakryły stół, Małgosia z Ludką przyniosły śniadanie. Zrobiwszy to, dziwiły się, że służącym praca wydaje się ciężka.
— Zaniosę coś mamie, chociaż powiedziała, że sama będzie o sobie pamiętać — rzekła Małgosia i z powagą matrony72 usiadła na głównym miejscu za imbrykiem.
Zanim się wzięły do jedzenia, Ludka zaniosła na górę tacę, z ukłonem od kucharki. Herbata była bardzo gorzka, bo się przegotowała, omlet się przypalił, ale pani March przyjęła wszystko z podziękowaniem i uśmiała się serdecznie po jej wyjściu.