— Wzięłaś sól zamiast cukru, a śmietanka jest skwaśniała — odparła Małgosia z tragicznym gestem.

Ludka z jękiem rzuciła się na krzesło, gdyż przypomniała sobie, że na samym końcu posypała poziomki solą, która stała na stole w kuchni, a śmietankę zapomniała wstawić w wodę. Kolory wystąpiły jej na twarz i była już bliska łez, ale napotkała wzrok Artura, który mimo bohaterskich wysiłków miał tak radosne spojrzenie, że nagle uderzyła ją komiczna strona całej sprawy i serdecznym śmiechem pociągnęła wszystkich za sobą, nawet pannę Crocker. Nieszczęsny obiad skończył się zatem na chlebie z masłem i oliwkach, wśród żartów i wesołości.

— Nie mam teraz odwagi sprzątać, więc się zajmijmy pogrzebem — rzekła Ludka, gdy wstali od stołu, a panna Crocker gotowała się do wyjścia, by czym prędzej opowiedzieć nową historię innym znajomym przy obiedzie.

Przez wzgląd na Elizę wszyscy przybrali poważne miny. Artur wykopał grób pod paprociami. Pip został w nim ze łzami złożony przez swą panią i przykryty mchem. Zawiesili wieniec z fiołków i mokrzycy na kamieniu z napisem ułożonym przez Ludkę podczas przyrządzania obiadu:

Tu leży Pip March,

Zmarły siódmego czerwca,

Kochany, srodze żałowany,

I nieprędko zapomniany.

Po skończonym obrzędzie Amelka usunęła się do swego pokoju, podziałało na nią bowiem wzruszenie i homar. Nie miała się jednak gdzie położyć, bo łóżek nie posłano. Zauważyła, że jej smutek bardzo zmniejszyło trzepanie poduszek i porządkowanie rzeczy. Małgosia pomagała Ludce sprzątać po obiedzie, co trwało do połowy popołudnia, i tak się tym zmęczyły, że zamiast kolacji chciały się ograniczyć do herbaty z grzankami. Artur zrobił miłosierny uczynek i zabrał Amelkę na przejażdżkę, bo skwaśniała śmietanka widocznie miała zły wpływ na jej nastrój.

Pani March, przyszedłszy po południu do domu, zastała starsze dziewczęta strasznie zapracowane, a spojrzenie rzucone na kredens dało jej wyobrażenie, jak się powiodła próba.