— Zagrajmy partię krokieta, póki nie gorąco, a potem pomyślimy o obiedzie.
Franek, Eliza, Amelka i Gracja usiedli, żeby się przyglądać grze. Pan Brooke wybrał Małgosię, Kasię i Freda, Artur Salusię, Neda i Ludkę. Anglicy grali dobrze, ale Amerykanie jeszcze lepiej i tak silnie bronili każdej piędzi ziemi, jak gdyby ich ożywiał duch roku siedemdziesiątego szóstego78. Ludka z Fredem mieli kilka małych utarczek, i nawet wyrwały im się raz ostre słowa. Ludka doszła do ostatniej bramki i nie trafiła w kulę, co ją mocno rozgniewało. Fred był tuż za nią i jego kolej wypadała przed jej. Wykonał uderzenie, kula uderzyła w bramkę i zatrzymała się o cal79 po niewłaściwej stronie. Nikt nie stał w pobliżu, skorzystał więc z tego, pobiegł i ukradkiem przesunął ją nogą na właściwą stronę.
— Pobiję cię teraz, panno Ludwiko, i wejdę pierwszy — wykrzyknął wywijając młotkiem, by znowu uderzyć.
— Pchnąłeś kulę, widziałam. Teraz moja kolej — cierpko odezwała się Ludka.
— Daję słowo, że nie pchnąłem. Może się trochę potoczyła, ale to dozwolone, więc proszę mi ustąpić, żebym mógł celować do słupka.
— Amerykanie nie oszukują, ale ty możesz, jeżeli ci się podoba! — rzekła Ludka gniewnie.
— Jankesi to daleko więksi oszuści, każdy to wie. Odejdź stąd! — odpowiedział Fred, odpychając jej kulę.
Ludka otworzyła usta, by powiedzieć coś ostrego, ale się powstrzymała w porę, zarumieniła się po czoło i stała przez chwilę, tłukąc z całej siły w bramkę, podczas gdy Fred uderzył w słupek i z wielkim triumfem ogłosił swą wygraną. Ludka poszła podnieść swoją kulę. Długo szukała jej w krzakach, ale wróciła z chłodną, spokojną miną i cierpliwie czekała na swą kolej. Wystarczyło kilka uderzeń, żeby odzyskać stracone miejsce, i gdy tam dotarła, druga strona prawie wygrała, bo kula Kasi była przedostatnia i leżała blisko słupka.
— Na Jerzego, wygraliśmy! Żegnaj, Kasiu! Panna Ludwika winna mi jedną, więc skończyłyście! — wykrzyknął Fred z podnieceniem, gdy się wszyscy przysunęli, żeby się przyjrzeć, jaki będzie obrót gry.
— Jankesi mają zwyczaj zachowywać się szlachetnie w stosunku do swych nieprzyjaciół — rzekła Ludka z takim spojrzeniem, że się chłopiec zaczerwienił — zwłaszcza gdy ich pobiją — dodała i nie dotykając kuli Kasi, wygrała zręcznym uderzeniem.