— Była to wielka postać w bieli, z zasłoną na twarzy i z lampą w wychudłej ręce — mówiła dalej Małgosia. — Skinęła głową, przesunąwszy się przed nim cicho po korytarzu ciemnym i zimnym jak grób. Ponure postacie w zbrojach stały z jednej i z drugiej strony wśród śmiertelnej ciszy i przy płomieniach jednej lampy, a upiór ciągle się zwracał ku niemu, ukazując blask strasznych oczu przez białą zasłonę. Doszli do zasłoniętych drzwi, za którymi brzmiała przyjemna muzyka. Skoczył naprzód, żeby wejść, lecz widmo, pchnąwszy go w tył, groźnie potrząsało...

— ...tabakierką — rzekła Ludka grobowym głosem, który przeraził słuchaczy. — „Dziękuję ci”, grzecznie powiedział książę, biorąc niuch tabaki i kichnął siedem razy tak gwałtownie, że mu głowa odpadła. „Ha, ha!”, roześmiał się duch, spojrzawszy przez dziurkę od klucza na księżniczkę, przędącą ciągle, żeby wykupić drogie życie. Szatan chwycił swą ofiarę i włożył ją do wielkiej cynowej skrzyni, gdzie już było jedenastu książąt upakowanych bez głów, jak sardynki. Powstali oni wszyscy i...

— ...rozpoczęli taniec angielski — wtrącił się Fred, gdy Ludka przerwała, żeby zaczerpnąć tchu — a kiedy tańczyli, zniszczony, stary zamek przemienił się we fregatę pod pełnymi żaglami. „Zrefować foka, uzbroić działa!”, zawołał kapitan, ujrzawszy portugalski statek piratów z powiewającą na maszcie flagą czarną jak atrament. „Naprzód, po zwycięstwo!”, krzyknął znowu kapitan i rozpoczęła się okropna bitwa. Ma się rozumieć, że Brytyjczyk zwyciężył, bo oni zawsze biorą górę, a wziąwszy do niewoli kapitana piratów, podpłynął do szkunera, którego pokład był pokryty ciałami i spływał krwią, bo rozkaz brzmiał: „Na noże i bądźcie twardzi!”. „Bosmanie, weź kawał tego łopoczącego foka i zastrasz złoczyńcę, jeżeli się nie wyspowiada prędko z grzechów!”, rzekł kapitan. Portugalczyka poprowadzono po desce, ale chytry pies zanurkował pod fregatą, przedziurawił ją i pod pełnymi żaglami poszła na dno morza, morza, morza, gdzie...

— Ach, mój Boże, co ja powiem? — wykrzyknęła Salusia, gdy Fred skończył swą „klepaninę”, w której pomieszał marynarskie wyrażenia i fakty wzięte z ulubionej książki. — Poszli więc na dno, gdzie zostali przyjęci przez miłą rusałkę, ale się bardzo zmartwiła, znalazłszy skrzynię z książętami bez głów. Przejęta litością, zamarynowała ich w wodzie morskiej, spodziewając się, że odkryje związaną z nimi tajemnicę, gdyż jako kobieta była ciekawa. Wkrótce zszedł na dno nurek, a rusałka powiedziała: „Dam ci tę skrzynię pereł, jeżeli ją wyniesiesz na powierzchnię morza”, chciała bowiem przywrócić do życia tych biedaków, a nie mogła sama podnieść tak wielkiego ciężaru. Nurek wydobył skrzynię z głębin i bardzo się zawiódł, bo otworzywszy, nie znalazł pereł. Zostawił ją na wielkim, pustym polu, gdzie została znaleziona przez...

— ...małą gęsiarkę, która pasła stado tłustych gęsi na polu — rzekła Amelka, gdy Salusi skończyły się już pomysły. — Małej dziewczynce żal się ich zrobiło i zapytała pewnej staruszki, w jaki sposób mogłaby ich wskrzesić. „Twoje gęsi ci to powiedzą”, odparła stara. Zapytała je zatem, z czego ma zrobić nowe głowy w miejsce utraconych, a całe stado, otworzywszy dzioby, krzyknęło...

— „Z kapusty!” — prędko dopowiedział Artur. — „Dobra myśl!”, odparła dziewczynka i pobiegła do ogrodu po tuzin pięknych sztuk. Gdy tylko je przyłożyła, książęta zaraz ożyli, podziękowali, ruszyli w drogę z radością i nigdy się nie dowiedzieli o zamianie, bo tak wiele było podobnych głów na świecie, że nie zwracali uwagi. Nasz książę wrócił szukać pięknej damy i dowiedział, że księżniczki wyprzędły sobie wolność i wszystkie prócz jednej wyszły za mąż. Wsiadł na źrebaka, który go nie odstępował w szczęściu i nieszczęściu, i podążył do zamku, żeby się przekonać, która pozostała. Zaglądając przez żywopłot, zobaczył królową swych uczuć, zrywającą kwiaty w ogrodzie. „Czy dasz mi pani różę?”, zapytał. „Musisz wejść i sam ją wziąć. Nie mogę pójść do ciebie, bo to byłoby nieprzyzwoite”, rzekła z miodową słodyczą. Próbował się wspiąć na żywopłot, który zdawał się rosnąć coraz wyżej i wyżej. Rozpacz go ogarniała, lecz cierpliwie odłamywał gałązkę po gałązce, aż wreszcie zrobił mały otwór, przez który zajrzał, mówiąc błagalnie: „Wpuść mnie, wpuść!”, lecz piękna księżniczka zdawała się nie rozumieć, bo spokojnie rwała róże, zostawiając go samego, by wywalczył sobie drogę. Czy się ta praca powiodła, opowie nam Franek.

— Nie mogę, nie gram, ja nigdy nie gram — powiedział Franek, nie mając ochoty wyprowadzać tej niedorzecznej pary z tak sentymentalnego położenia. Eliza schowała się za Ludkę, a Gracja usnęła.

— A więc biedny książę skazany jest na utknięcie w żywopłocie, nieprawdaż? — zapytał pan Brooke, który patrzył ciągle na rzekę, bawiąc się dziką różą zatkniętą w butonierkę80.

— Domyślam się, że księżniczka dała mu bukiet i otworzyła furtkę po niejakim czasie — powiedział Artur, uśmiechając się do siebie, i rzucił żołędziem w swego nauczyciela.

— Jakie brednie pletliśmy! Przy wprawie można by stworzyć coś dobrego. Czy znacie „prawdę”? — zapytała Salusia, gdy się uśmiali ze swej powieści.