— Jak pani to pięknie robi, chciałabym umieć rysować — rzekła Małgosia głosem, w którym podziw mieszał się z żalem.

— Czemu się nie uczysz? Zdaje mi się, że miałabyś smak i zdolność — uprzejmie odparła miss Krystyna.

— Nie mam czasu.

— Zapewne mama woli, żebyś się oddawała innym naukom, tak samo jak i moja, ale ją przekonałam, że mam talent. Przez jakiś czas brałam lekcje potajemnie, a potem zgodziła się z chęcią, bym dalej pracowała. Czy nie mogłabyś tak zrobić ze swoją guwernantką82?

— Nie mam guwernantki.

— Zapomniałam, że w Ameryce panienki częściej pobierają naukę w szkołach niż u nas. Papa mówi, że tu są bardzo dobre. Zapewne chodzisz do prywatnej?

— Nigdzie nie chodzę, ja sama jestem guwernantką.

— Doprawdy! — odrzekła miss Katarzyna, ale takim tonem, jakby powiedziała: „Boże mój, jakież to straszne!”, i przybrała taki wyraz twarzy, że Małgosia zarumieniła się i pożałowała swej otwartości.

Pan Brooke podniósł oczy i rzekł:

— W Ameryce panienki tak kochają niezależność, jak ich prababki, i są wielbione i szanowane za to, że utrzymują się z własnej pracy.