— O tak, naturalnie! To bardzo ładnie i właściwie z ich strony. U nas także jest wiele poważnych i zacnych panien, które robią to samo i są poszukiwane przez domy z wyższego towarzystwa, bo jako córki gentlemanów są wykształcone i dobrze wychowane — rzekła miss Katarzyna protekcjonalnym tonem.
Zraniło to dumę Małgosi i zdawało jej się, że przyjęte przez nią obowiązki są nie tylko przykre, ale nawet poniżające.
— Czy pannie March podobał się niemiecki poemat? — zapytał Brooke, przerywając krótkie milczenie.
— Bardzo ładny i wdzięczna jestem osobie, która go przetłumaczyła. — Przy tych słowach przygnębiona twarz Małgosi ożywiła się.
— Czy nie umiesz czytać po niemiecku? — spytała miss Katarzyna ze zdziwieniem.
— Nie bardzo dobrze. Mój ojciec, który mnie uczył, wyjechał, a sama nie mogę robić postępów, bo nie ma komu poprawiać wymowy.
— Spróbuj pani teraz, jest tu Maria Stuart83 Schillera84 i nauczyciel lubiący uczyć — rzekłszy to, pan Brooke położył jej książkę na kolanach z zachęcającym uśmiechem.
— To tak trudne, boję się próbować — powiedziała Małgosia z wdzięcznością, ale onieśmielała ją obecność wykształconej panny.
— Przeczytam trochę, żeby ci dodać odwagi — odezwała się miss Katarzyna i przeczytała jeden z najpiękniejszych ustępów bardzo poprawnie, ale bez duszy.
Pan Brooke nie zrobił żadnej uwagi, gdy oddała książkę Małgosi, która powiedziała naiwnie: