— Sądzę, że pani miałabyś je także, gdyby Artur był twym uczniem. Z wielką przykrością utracę go na przyszły rok — powiedział, pilnie wiercąc dziury w darni.
— Zapewne wstąpi do kolegium? — zapytała ustami, oczy zaś dodały: „A co się stanie z panem?”
— Tak, najwyższy czas, bo już jest prawie gotowy, a jak tylko odejdzie, wstąpię do wojska.
— Cieszy mnie to! — wykrzyknęła Małgosia. — Moim zdaniem każdy młodzieniec powinien tego chcieć, chociaż ciężko jest matkom i siostrom zostającym w domu — dodała ze smutkiem.
— Ja nie mam wcale rodziny, a bardzo mało przyjaciół, którzy by dbali, czy żyję, czy umarłem — rzekł Brooke z pewną goryczą. Przez roztargnienie włożył zwiędłą różę w dołek i przykrył go niczym mały grób.
— Artur i jego dziadek bardzo by dbali, i my wszyscy zmartwilibyśmy się, gdyby się panu coś złego stało — odrzekła serdecznie.
— Dziękuję pani, to bardzo miłe — odezwał się Brooke wypogadzając znowu twarz, ale zanim dokończył zdanie, nadjechał Ned na starym koniu, by się popisać przed panienkami, i nie było już spokojnej chwili do rozmowy.
— Lubisz jazdę konną? — zapytała Gracja Amelki, gdy wypoczywały po wyścigach wokół łąki prowadzonych przez Neda.
— Szalenie! Moja siostra Małgosia jeździła konno, jak papa był bogaty, ale teraz nie mamy koni, prócz Heleny Drzewo — powiedziała Amelka ze śmiechem.
— Co to za Helena Drzewo, czy to osiołek? — spytała Gracja ciekawie.