— Widzisz, Ludka przepada za końmi, ja także, ale mamy tylko stare damskie siodło, a konia ani jednego. W naszym ogrodzie jest jabłoń z nisko rosnącą gałęzią, więc kładę na niej siodło, przyczepiam cugle w miejscu, gdzie się zagina w górę, i pędzimy, gdzie się nam podoba.
— Jakie to zabawne! — rzekła ze śmiechem Gracja. — Ja mam kucyka w domu, jeżdżę prawie co dzień po parku z Fredem i Kasią. Jest bardzo miło, bo i nasze przyjaciółki się przyłączają, więc jest szereg dam i panów.
— Mój Boże, jakież to śliczne! Mam nadzieję, że pojadę kiedyś za granicę, ale wolałbym widzieć Rzym niż szereg — rzekła Amelka, która nie miała najmniejszego pojęcia, co to jest szereg, a za nic w świecie nie chciałaby się spytać.
Franek, siedzący tuż za dziewczynkami, słyszał ich rozmowę i odrzucił niecierpliwie kulę, widząc różne sztuczki gimnastyczne żwawych chłopaków.
Eliza, która zbierała rozrzucone kartki „autorów”, podniosła oczy i rzekła nieśmiało, lecz przyjaźnie:
— Obawiam się, że jesteś zmęczony, mogę ci się czymś przysłużyć?
— Porozmawiaj ze mną, jeżeliś tak dobra. Nudno mi siedzieć samemu — odpowiedział Franek, widocznie przyzwyczajony, że się nim bardzo zajmowano w domu.
Gdyby prosił o łacińską orację85, lękliwej Elizie nie wydałoby się to trudniejszym zadaniem, ale nie miała gdzie uciec, nie było w pobliżu Ludki, żeby się za nią schować, a biedny chłopiec patrzył tak smutno, że odważnie postanowiła spróbować.
— O czym lubisz rozmawiać? — zapytała, zbierając kartki, i upuściła połowę, chcąc je związać razem.
— Lubię słuchać o pływaniu statkiem, o polowaniach — rzekł Franek, który się jeszcze nie nauczył dopasowywać rozrywek do swych sił.