Małgosi nie wydało się to śmieszne. Czule całowała i pieściła zasmuconą bohaterkę.

— Wcale nie żałuję! — zapewniała Ludka, szlochając. — Gdybym mogła, jutro zrobiłabym to samo. Tylko próżna, samolubna cząstka mego „ja” narzeka i płacze tak niedorzecznie. Proszę cię, nie mów o tym, już przeszło. Myśląc, że śpisz, jęknęłam po cichu za moją jedyną ozdobą. Jakim sposobem się obudziłaś?

— Nie mogę spać, taka jestem niespokojna — rzekła Małgosia.

— Myśl o czymś przyjemnym, to prędko uśniesz.

— Próbowałam, ale mnie to jeszcze bardziej rozbudziło.

— O czym myślałaś?

— O ładnych twarzach, a w szczególności o oczach — odpowiedziała Małgosia, uśmiechając się do siebie w cieniach nocnych.

— Jakiego koloru najlepiej je lubisz?

— Ciemne, to jest, czasami, niebieskie są ładne.

Ludka roześmiała się, a siostra surowo zakazała jej mówić, potem mile obiecała zwijać jej loczki, i gdy usnęła, śniło jej się, że mieszka w swym zamku na lodzie.