— To moja jedyna pociecha — odrzekła i dotykając kapelusza à la95 Artur, poszła dalej, czując sięw ten wietrzny dzień jak ostrzyżona owca.

Wiadomości od ojca bardzo pocieszyły dziewczęta, bo chociaż był niebezpiecznie chory, obecność najlepszej i najtkliwszej żony już przyniosła polepszenie. Pan Brooke codziennie przysyłał wiadomości, a Małgosia, jako głowa rodziny, upierała się, by jej przypadało prawo odczytywania depesz, które po upływie tygodnia stawały się coraz weselsze. Z początku było im wszystkim pilno pisać i grube koperty były starannie wkładane do skrzynki na listy przez którąś z sióstr, bardzo przejętych waszyngtońską korespondencją. Ponieważ jedna z tych przesyłek zawierała charakterystyczne listy od całego grona, okradniemy tę wyobrażoną pocztę, aby je przeczytać:

Najdroższa Matko!

Nie zdołam wypowiedzieć, jak nas uszczęśliwił twój ostatni list. Przesłałaś tak pomyślne wiadomości, że nie mogłyśmy wstrzymać się od śmiechu i łez. Jaki też pan Brooke jest zacny i jak to szczęśliwie, że interesy pana Laurence’a zatrzymają go tak długo, kiedy jest pożyteczny tobie i ojcu. Dziewczęta są dobre jak złoto. Ludwisia pomaga mi szyć i wszystko, co najtrudniejsze, chce koniecznie brać na siebie. Dręczyłaby mnie obawa, że się zapracowuje, ale wiem, że jej moralny „napad” niedługo potrwa. Eliza wykonuje swoje zadania regularnie jak w zegarku i nigdy nie zapomina twoich zaleceń. Martwi się o ojca i ma smutną minkę, z wyjątkiem chwil spędzanych przy fortepianie. Amelka słucha mnie grzecznie, i pilnie jej doglądam. Sama się czesze, uczę ją robić dziurki do guzików i cerować pończochy. Bardzo jest pilna i sądzę, że po powrocie ucieszysz się z jej postępów. Pan Laurence czuwa nad nami po macierzyńsku jak stara kokosz, według wyrażenia Ludki. Artur jest bardzo serdeczny i przyjacielski. Oboje z Ludką podtrzymują w nas wesołość, bo czasem bywamy bardzo kwaśne, i zdaje mi się, żeśmy sieroty, kiedy jesteś tak daleko. Anna, jakby święta: nigdy nie łaje, nazywa mnie „miss Małgorzatą”, czym dowodzi wielkiego taktu, i traktuje mnie z szacunkiem. Jesteśmy zdrowe, zajęte i marzymy dzień i noc o twoim powrocie. Przekaż ojcu moje przywiązanie i ufaj mi, zawsze twoja

Małgosia

Ten list, pięknie napisany na wonnym welinie96, bardzo różnił się od następnego, który został nagryzmolony na dużym arkuszu cienkiego, zagranicznego papieru, pełen kleksów i nierównych liter.

Moja droga Mamo!

Trzykrotne pozdrowienie dla drogiego ojca!

Poczciwy chłopiec z Brooke’a, że zaraz telegrafował, by nas zawiadomić o polepszeniu. Gdy nadszedł list, pobiegłam na poddasze, chcąc podziękować Bogu, że taki dobry dla nas, ale zdołałam tylko powtarzać ze łzami: „Ciesze się! Cieszę się!” Czy to nie zastąpiło modlitwy według reguł, kiedy miałam przepełnione serce? Miewamy bardzo przyjemne chwile i mogę ich teraz używać, bo wszyscy są tak rozpaczliwie dobrzy, że się zdaje, iż żyjemy w gniazdku synogarlic. Śmiałabyś się, widząc, jak Małgosia siedzi z macierzyńską miną na głównym miejscu przy stole. Co dzień robi się ładniejsza i czasem bywam w niej zakochana. Dzieci to zupełne archanioły, a ja, no ja jestem Ludką i nigdy nie będę czymś innym. Ach, muszę ci powiedzieć, że się prawie poróżniłam z Arturem. Odezwałam się raz szczerze o jakiejś drobnostce i obraził się. Wprawdzie miałam słuszność, ale nie należało mówić w taki sposób. Poszedł do domu z groźbą, że się nie zjawi, póki go nie przeproszę. Na co odrzekłam, że to nie nastąpi, ale potem ogarnął mnie zupełny szał.

Trwało to cały dzień; źle mi było i bardzo żałowałam, że ciebie nie ma. Oboje z Arturem jesteśmy tak dumni, że trudno nam się przeprosić. Myślałam, że przyjdzie, skoro miałam słuszność. Nie przyszedł jednak. W nocy przypomniały mi się słowa, które powiedziałaś do mnie, gdy Amelka wpadła do rzeki. Czytałam moją książeczkę i doznawszy stąd ulgi, postanowiłam nie dać słońcu zajść nad moim gniewem i pobiec do Artura, by mu wyznać skruchę. Spotkałam go przed bramą, idącego do mnie w tym samym celu. Ze śmiechem przeprosiliśmy się wzajemnie i znowu było nam dobrze i miło. Uściśnij ode mnie najczulej ojca i siebie ucałuj dwanaście razy od twej roztrzepanej