— Ja także miałabym na to ochotę, ale nie służyłby mi jako naszyjnik, o nie! Dla mnie, dobrej katoliczki, to jest różaniec — powiedziała Estera, patrząc smutno na ten piękny przedmiot.

— Czy to służy do tego, co twój wianek z pachnących drewnianych kulek, który wieszasz nad lustrem?

— Tak, na tym odmawia się modlitwy.

— Zdaje mi się Estero, że cię modlitwa bardzo pociesza i uspokaja. Ja też bym chciała się tak modlić.

— Gdyby mademoiselle była katoliczką, znajdowałaby w tym prawdziwą pociechę, ale ponieważ jest innego wyznania, byłoby dobrze, aby się co dzień usuwała na chwilę rozmyślania i modlitwy, jak moja dobra pani, u której służyłam przed madame. Miała kapliczkę i w niej szukała osłody na wiele zmartwień.

— Byłoby dobrze, gdybym i ja tak robiła? — spytała Amelka, której w osamotnieniu potrzeba było jakiejś pomocy. Zauważyła bowiem, że łatwo zapomina o swej książeczce, odkąd Eliza nie przypomina jej tego obowiązku.

— Byłoby ślicznie, doskonale, i chętnie urządzę kącik, jeżeli panienka zechce. Nie trzeba mówić madame, tylko jak śpi, może panna tam pójść, posiedzieć sama, oddać się dobrym myślom i prosić Boga, żeby ocalił siostrę.

Estera była prawdziwie pobożna i szczerze dawała tę radę, bo mając kochające serce, dzieliła niepokój z pannami March.

Amelce spodobała się ta myśl i w nadziei, że będzie jej z tym lepiej, przystała na urządzenie gabineciku obok jej pokoju.

— Chciałabym wiedzieć, gdzie się podzieją te wszystkie ładne rzeczy, gdy ciotka March umrze? — powiedziała, z wolna kładąc na miejsce błyszczący różaniec i zamykając jedno po drugim pudełka z klejnotami.