Pan March roześmiał się i spojrzał na dużą pannę, siedzącą naprzeciwko z niezwykle miłym wyrazem smagłej twarzyczki.

— Pomimo tej kędzierzawej czupryny nie spostrzegam „syna Ludwika”, którego zostawiłem przed rokiem. Widzę tylko panienkę, która nosi prosto kołnierzyki, porządnie sznuruje buciki, nie gwiżdże, nie używa grubych słów, nie kładzie się na dywanie jak dawniej. Trochę zeszczuplała i zbladła od czuwania i niepokoju, ale mi się podoba, jej twarz zrobiła się bowiem milsza, a głos cichszy. Nie skacze, ruchy ma spokojne i nad pewną osóbką czuwa po macierzyńsku, co mnie mocno cieszy. Brak mi trochę mojej dzikiej dziewczynki, ale jeżeli zdobędę w jej miejsce silną, pożyteczną, czułą kobietę, będę zupełnie zadowolony. Nie wiem, czy ostrzyżenie dodało tyle powagi naszej czarnej owieczce, ale z pewnością w całym Waszyngtonie nie znalazłbym nic wystarczająco pięknego do kupienia za te dwadzieścia pięć dolarów, przysłanych przez moją dobrą córkę.

Żywe oczy Ludki zaszły łzami na chwilę, a jej szczupła twarz zarumieniła się przy świetle kominka, kiedy usłyszała pochwałę ojca, bo w części przynajmniej wydała jej się zasłużona.

— Teraz o Elizie — powiedziała Amelka, czekając cierpliwie na swoją kolej.

— Boję się za wiele powiedzieć, żeby nie uciekła, chociaż jest już mniej nieśmiała — odezwał się ojciec wesoło, lecz przypomniawszy sobie, jak bliski był jej utracenia, przycisnął ją do siebie i rzekł czule, opierając się twarzą o jej policzek: — Zastałem cię bezpieczną, moja Elizo, i mam nadzieję, że cię taką zachowam przy pomocy Bożej.

Po chwili milczenia spojrzał na Amelkę, siedzącą na taborecie u jego nóg, i powiedział, głaszcząc jej błyszczące włosy:

— Zauważyłem, że Amelka gospodarowała przy obiedzie, wyręczała matkę całe popołudnie, ustąpiła Małgosi miejsca wieczorem i posługiwała wszystkim cierpliwie i wesoło. Spostrzegłem także, iż rzadko się obraża, nie mizdrzy się w lustrze i nawet nie wspomniała o bardzo ładnym pierścionku, który ma na palcu, skąd wnoszę, że postanawia tak starannie urabiać swój charakter jak figurki z gliny. Cieszy mnie to, bo chociaż byłbym bardzo dumny z pięknego posągu jej roboty, nieskończenie dumniejszy będę z czułej córki, umiejącej upiększać życie sobie i innym.

— O czym myślisz, Elizo? — spytała Ludka, gdy Amelka, podziękowawszy ojcu, opowiedziała mu dzieje pierścionka.

— Czytałam dziś w Wędrówce pielgrzyma114, że po wielu trudach Chrystian i Nadzieja przybyli na miłe, zielone błonia, gdzie lilie kwitły cały rok, i tam szczęśliwie spoczywali, jak my teraz, przed udaniem się do celu swej wyprawy — odrzekła Eliza, po czym dodała, idąc z wolna do fortepianu: — To godzina śpiewu, zajmę więc dawne miejsce i spróbuję pieśń pastuszka, którą ci pielgrzymi słyszeli. Dorobiłam muzykę dla ciebie, ojcze, bo lubisz te wiersze.

Usiadłszy przy fortepianie, delikatnie dotknęła klawiszy i słodkim głosem, którego już nie spodziewali się nigdy słyszeć, zaśpiewała z własną przygrywką hymn milutki i szczególnie dobrze ją malujący: