Niczym bogactwo, niczym znaczenie,

Które nas nęcą z daleka,

Tylko wewnętrzne zadowolenie

Stanowi szczęście człowieka.

Pracować trzeba, gdy siły służą,

Na społeczeństwa pożytek.

Życie jest tylko krótką podróżą,

Pielgrzymom zawadza zbytek.

Rozdział XXIII. Ciotka March rozstrzyga kwestię

Jak pszczoły, latające za swą królową, tak matka z córkami krzątały się nazajutrz koło pana March, zaniedbując wszystko, aby doglądać chorego, czuwać nad nim i słuchać jego słów — tak dalece, że go o mało nie zamęczyły czułością. Gdy siedział rozparty w dużym fotelu przy sofie Elizy, z trzema córkami tuż obok niego i Anną, wychylającą niekiedy głowę, by spojrzeć na drogiego pana, zdawało się, że im nic nie brakuje do szczęścia. Ale brakowało czegoś i starsi czuli to, chociaż się nikt nie przyznawał. Państwo March spoglądali na siebie z niepokojem, ścigając oczami Małgosię. Ludka miewała nagłe napady złości i groziła nawet pozostawionemu w sieni parasolowi pana Brooke’a. Małgosia była roztargniona, nieśmiała i milcząca, drżała na głos dzwonka i rumieniła się, gdy wspomniano imię Jana. Amelka zauważyła, że wszyscy wyglądają, jak gdyby na coś czekali, nie mogąc spokojnie usiedzieć, i bardzo ją to dziwiło, skoro ojciec już jest z nimi. Eliza naiwnie pytała, czemu sąsiedzi nie biegają do siebie jak zazwyczaj.