Państwo March wybiegli spiesznie z pokoju, a Ludka, rzuciwszy się na łóżko, płakała i oburzała się z uniesieniem, opowiadając okropne nowiny Elizie i Amelce. Ale dziewczątkom wydało się to bardzo ciekawym i przyjemnym zdarzeniem, więc mało doznała pociechy i poszła na poddasze, by się zwierzyć szczurom.

Dziewczęta nigdy się nie dowiedziały, co zaszło potem w pokoju bawialnym, ale narady trwały długo i cichy pan Brooke zadziwiał wymowną i żywą obroną swej sprawy. Przedstawiał plany i póty przekonywał, póki wszystko nie zostało ułożone według jego życzenia.

Zanim zdążył opisać wymarzony raj dla Małgosi, dzwonek wezwał na herbatę, więc z dumą poprowadził ją do kolacji. Oboje tak tchnęli szczęściem, iż Ludka nie miała serca okazywać zazdrości i smutku.

Na Amelce wielkie wrażenie zrobiło oddanie Jana i godność Małgosi, Eliza przypatrywała się z daleka, a państwo March spoglądali na młodą parę z tak czułym zadowoleniem, że stara jejmość słusznie powiedziała, iż „są niepraktyczni jak dwoje niemowląt”. Nikt nie jadł dużo, lecz wszyscy zdawali się bardzo szczęśliwi i staroświecki pokój dziwnie się rozjaśnił, gdy się tam zaczął pierwszy romans tej rodziny.

— Nie możesz teraz powiedzieć, Małgosiu, że się u nas nie zdarza nic przyjemnego, prawda? — rzekła Amelka, która wahała się, jak ustawić grupę kochanków w obmyślanym szkicu.

— Z pewnością nie mogłabym tego powiedzieć. Jakże wiele rzeczy zaszło, odkąd wymówiłam te słowa. Zdaje się, że już rok upłynął! — odrzekła Małgosia, zajęta błogimi marzeniami unoszącymi się ponad tak przyziemną rzeczą, jak chleb z masłem.

— Radość nastąpiła tuż po smutku i jakoś mi się zdaje, że to początek wszelkich zmian! — powiedziała pani March. — W wielu rodzinach przypada niekiedy rok pełen wypadków i ten był taki dla nas, ale bądź co bądź dobrze się kończy.

— Mam nadzieję, że następny skończy się lepiej! — mruknęła Ludka, której było bardzo przykro, iż Małgosia tak się zajmuje kimś obcym w jej oczach, czując bowiem serdeczne przywiązanie do niewielu osób, bała się stracić ich uczucie lub się nim z kimś dzielić.

— Spodziewam się, że trzeci rok skończy się jeszcze lepiej, i z pewnością tak będzie, jeżeli go dożyję, by przeprowadzić moje plany! — powiedział Brooke, uśmiechając się do Małgosi, jakby odtąd nie istniały dla niego niemożliwości.

— Czy nie zbyt odległy termin? — spytała Amelka, bo jej pilno było do wesela.