To ją przekonało na koniec. Opowiedziawszy mu o przykrym wypadku Małgosi, z wdzięcznością przyjęła grzeczną przysługę i pobiegła na górę po towarzyszki. Anna miała koci wstręt do deszczu, nie sprzeciwiała się zatem i powróciły wygodnym, zamykanym powozem, w którym było im wesoło i miło. Artur usiadł na koźle, więc Małgosia mogła wyciągnąć nogę i swobodnie rozmawiały o wieczorku.
— Ja się doskonale zabawiłam, a ty? — spytała Ludka, rozpinając włosy i układając się wygodnie.
— Ja także, póki mnie noga nie rozbolała. Anusia Muffat, przyjaciółka Salusi, polubiła mnie sobie i prosi, żebyśmy razem przyjechały do niej na tydzień. Wejdzie w świat z otwarciem opery i jeżeli mama pozwoli pojechać, to czekają mnie świetne zabawy — powiedziała Małgosia, uśmiechając się do tej myśli.
— Widziałam, jak tańczyłaś z tym rudym mężczyzną, od którego uciekłam. Czy jest miły?
— O bardzo! To kasztanowate włosy, nie rude. Był niezmiernie grzeczny i tańczyłam z nim wyborną redowę25.
— Wyglądał jak szarańcza w konwulsjach, robiąc to nowe pas. Nie mogliśmy się z Arturem powstrzymać od śmiechu. Słyszałaś?
— Nie, ale zachowaliście się bardzo niegrzecznie. Coście robili cały czas w tym ukryciu?
Ludka opowiedziała swoje przygody, a kiedy skończyła, powóz stanął przed domem. Serdecznie podziękowały Arturowi, życzyły mu dobrej nocy i po cichu wsunęły się do sieni, żeby nikogo nie obudzić. Ale gdy drzwi skrzypnęły, ukazały się dwa nocne czepeczki i dwa rozespane, lecz ciekawe głosy zawołały:
— Opowiadajcie o wieczorze! Opowiadajcie o wieczorze!
Ludka z wielką „nieznajomością manier”, według Małgosi, schowała trochę cukierków dla dziewczynek, które wkrótce usnęły, wysłuchawszy najważniejszych wydarzeń.