— Amelko, tyś ją wzięła.

— Nie wzięłam.

— Ale wiesz, gdzie jest.

— Nie wiem.

— Kłamiesz! — wykrzyknęła Ludka, chwytając ją z tak groźną twarzą za ramiona, że mogłaby przestraszyć daleko śmielsze dziecko.

— Nie kłamię, nie wzięłam jej, nie wiem, gdzie jest, i nic mnie to nie obchodzi.

— Wiesz coś i lepiej, żebyś od razu powiedziała, bo cię zmuszę. — Mówiąc to, potrząsnęła nią z lekka.

— Karć, ile chcesz, nigdy nie odzyskasz tej głupiej starej książki! — zawołała Amelka, również rozjątrzona.

— Dlaczego?

— Bo ją spaliłam.