Że ją z wysoka głupi szkapa zrzuci, mniema.

Ten bieży, od piekielnych furyj przymuszony,

Jakoby od samego djabła beł niesiony.

Już jej głosu nie słychać: nigdy, nigdy strzała,

Z cięciwy wypuszczona, prędzej nie leciała.

131

Cudem Rodomont takiem srodze przerażony,

Przestał bitwy i na głos, gdzie biegł koń szalony,

Ratować Doraliki pojechał zarazem;

Marfizie, Rugierowi już też swem żelazem