Jako straszny przypadek staruszka widziała,
Tem barziej trwoży sobą, jak szczurek ubogi,
Gdy w ostre ułapił go pazury kot srogi;
Patrzy po stronach i wśrzód ogniaby skoczyła,
Byle czystości świętej jako obroniła.
11
Już, już po więtszej części zwątpiła o sobie,
Pragnie własną ręką śmierć sama zadać sobie
Wprzód, niż srogi Rodomont swe brzydkie chciwości
Nasyciwszy, więtszej ją nabawi żałości.