Potem na milę jednę od miejsca onego
Padł na wierzchu pagórka trochę wyniosłego.
54
To sprawiwszy, do onych chłopków krok prostuje,
Z których jednego szczęście, nie rozum sprawuje.
Bo gdy chciał uciec, wpadł w głąb na łokci trzydzieści
W onę dolinę, w one straszliwe nizkości;
Ale wpół kresu o krzak wielki i rozwity
Oparł się, został na niem i nie beł zabity.
Twarz mu tylko i ręce ciernie podrapały,